Życie to…

Życie to…

Życie to umiejętność odpuszczania.
Bycia w ciszy swojego Serca.
Świadomym oddechu.
Wolności bycia sobą.
Obdarzaniu wszystkiego zaufaniem.
Dotykaniu wszystkiego z szacunkiem.
Wybaczania i kochania bezwarunkowo.
Życie to lekkość splątana z subtelnością.
Życie to piękne wschody i zachody słońca.
Życie to pyszna kawa wypita na balkonie.
Życie to ciągłe rozstania i wchodzenie w nowe.
Życie to cud kreacji własnego scenariusza.

Jest Słońcem na twojej twarzy.
Jest wiatrem we włosach.
Jest delikatną bryzą na twojej skórze.
Jest trawą pod stopami.
Jest oceanem różnorakich emocji.

Życie jest piękne, kiedy masz czyste Serce.
Kiedy wypełniasz siebie Miłością zawsze przyciągasz te same jakości, te same wartości i te same wibracje.
Życie w wewnętrznym i zewnętrznym zachwycie.

Dziękuję Przestrzeni za piękne prowadzenie mnie na ścieżkach życia. Za bycie wierną swojej intuicji i za odwagę w kroczeniu własną ścieżką doświadczania, bez względu na koszty i konsekwencje.
Dziękuję za każdy przekaz, sen, obraz, dźwięk.
Dziękuję za znaki i symbole.
Dziękuję za Anioły w ludzkiej postaci.
Dziękuję za odpowiedzi na moje pytania.
Dziękuję za manifestację moich pragnień.
Dziękuję za moje dary i lekcje.
Dziękuję za Pełnię siebie po latach mozolnej tułaczki.
Dziękuję za każde otwarte i zamknięte drzwi.
Dziękuję za piękno Prawdy i iluzji.
Dziękuję za szczerość i za kłamstwa.
Dziękuję za kawałek pięknej egzystencji w tu i teraz.
Dziękuję za każdy odnaleziony, a tak utęskniony brakujący element siebie samej.
Dziękuję za Ciebie i mnie.
Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.

Jestem Miłością. Otrzymuję Miłość. Daję Miłość.
Jesteś, bo ja jestem. Jestem, bo Ty jesteś.
Uzdrawiając siebie, uzdrawiamy naszą Planetę.

Zanim wrócimy do Domu przeżyjmy to życie najpiękniej i najlepiej jak się da – w całej jego wielobarwności, obfitości, długości i szerokości.
Tu i teraz bądźmy nadzy i szczęśliwi jak dzieci.
Bo kto nie wstydzi się być sobą i kto odważnie stawia kroki w nowe, ten otrzymuje najpiękniejsze dary od losu, a jego modlitwy zawsze będą wysłuchane.

Jestem Świętym Drzewem, więc przytul się do mnie na zawsze lub odpocznij w cieniu mych liści tak długo jak chcesz i rusz w dalszą podróż.
Wszystko jest właściwe i dobre.
Wszystko przychodzi w odpowiednim momencie.
Wszystko w ciszy przychodzi z lekkością, bez szarpania się.
Wszystko już dawno było ustalone.

„Twoim zadaniem nie jest poszukiwanie miłości, ale odnalezienie bramy, przez którą miłość zdoła wkroczyć.” – Eckhart Tolle

Z Miłością,
Monika.

Ona żyje Światłem tego świata

Ona żyje Światłem tego świata

Jesteśmy różnorodni i wielobarwni. W plecakach wspomnień nosimy swoje strachy, miłostki, żale, złości i inne emocje. Nosimy nieustannie nasze historie wypełnione nieraz odczuciem pustki, samotności, cierpienia i bezkresnego oceanu wylanych łez.

Wszystko co nas spotyka ma wpływ na nasz charakter, nasze zachowania, nasze przekonania. Tworzą się w nas pewne wzorce, które to kształtują naszą osobowość i każą nam wierzyć, że poza to wszystko nie możemy wyjść.

Ten stan poczucia bycia więźniem swoich wzorców i schematów myślowych jest czasami trudny do zaakceptowania i zniesienia. Twoja głowa mówi Ci, że nie dasz rady tego w sobie zmienić, to samo powie Ci twoje otoczenie. Wszyscy będą wiedzieli lepiej od ciebie czy dasz radę, czy nie. Wtedy zaufaj ciszy i usłysz swój wewnętrzny głos, który mówi, że wszystko jest i zawsze było w twoich rękach. Cokolwiek w tej materii postanowisz, wydarzy się.

Kiedy przestajemy uciekać przed samym sobą życie nagle nabiera innego znaczenia i tempa. Odkrywając własną prawdę możemy poczuć bardzo skrajne emocje. Wielu ludzi odejdzie w tym procesie, wielu cię osądzi i wielu wytknie palcem twoje błędy przeszłości. Być może poczujesz głębokie odrzucenie, samotność, żal, złość, frustrację. Wszystko w tobie będzie krzyczało: „Zawróć!”. Lecz Ty czujesz, że to nie twój głos. Twoje stare negatywne wzorce i programy wiercą się w Tobie, bo nie chcą być prawdziwie rozpoznane i usuwane. Taki proces uwalniania trwa z reguły od 3 miesięcy do 3 lat. Trzeba dać sobie czas, dużo Miłości, dużo cierpliwości i zrozumienia w tym procesie. Jest czasami ciężko, bo niejednokrotnie w tym procesie zostajemy sami i ta cisza w nas i wokół nas może nieraz zaboleć i dotknąć do żywego.

Cokolwiek się wydarza nie schodźmy ze swojej drogi. Choćby serce krwawiło, choćby ostre języki i spojrzenia ludzi cięły na wskroś – Ty trwaj w swoim postanowieniu powrotu do siebie.
Pamiętajmy, że każdy z nas ma swoje burze, swoje zimy, swoje mroki i swoje cienie. Nie musimy się nawzajem rozumieć, nie musimy na siłę tkwić w toksycznych relacjach, nie musimy sztucznie się uśmiechać do siebie – ale szanujmy nasze ścieżki doświadczania.

Są wśród nas osoby powołane do służby ludzkości – mają nawracać, uzdrawiać, transformować, uwalniać, uczyć Miłości. Mamy dary, które są rzadkie, lecz nie zawsze łatwe – głęboko czujemy, jasnowidzimy, śnimy prorocze sny, podróżujemy wewnętrznie do różnych miejsc, otrzymujemy przekazy od Źródła. To wszystko bywa męczące, bywa trudne, lecz tacy jesteśmy. Nie da się od tego uciec, bo im bardziej uciekamy tym gorzej się dzieje w naszym życiu. Dlatego często odchodzimy od tych, których kochamy, by móc się w pełni rozwijać i nie ranić tych osób, które są obok nas. Te procesy wewnętrznych zmian są bardzo trudne, niejednokrotnie nawet dla nas niezrozumiałe i ciężkie do ogarnięcia.

Na zdjęciu jest jedna z moich ulubionych rzeźb Artur Szoldra (polecam z Serca obejrzeć jego wystawę w Tichauer Art Gallery, czy w innych miejscach). Ukazuje ukryte piękno każdego z nas – bo kiedy pozwolimy Światłu i Miłości wniknąć w nasze wnętrze i prawdziwie się mu rozgościć, to zaczniemy emanować tym samym na zewnątrz. W jej oczach może być wszystko – i Światło i Mrok. Sami wybieramy czym chcemy obdarowywać świat i czym karmimy naszą Duszę..

Ja od dziecka czułam więcej, widziałam więcej i kochałam mocniej. Dziś już za to nie przepraszam. Akceptuję mój dar i z dumą go niosę przez życie.
Taka jestem, taką siebie kocham.
Z odwagą kroczę tą niełatwą drogą duchowego doświadczania życia.

Jak powiedział Artur Szołdra o swojej rzeźbie: „Ona żyje Światłem tego świata i wtedy jej oczy są pełne życia..” – niech to dziś będzie moje świadectwo drogi jaką przeszłam i tego ciężkiego procesu w jakim teraz jestem…

Z Miłością,
Monika.

Medytacja/ćwiczenie świadomości siebie i odzyskania wewnętrznego spokoju i kontroli nad swoim życiem.

Medytacja/ćwiczenie świadomości siebie i odzyskania wewnętrznego spokoju i kontroli nad swoim życiem.

Życie może być twoją najpiękniejszą kreacją, pod warunkiem, że jest w tobie zgoda i gotowość na odpuszczenie temu, co tobie nie służy i nie jest dla ciebie dobre i zdrowe. Usiądź lub połóż się w dogodnej dla siebie pozycji i chwilę pooddychaj – rób to tak długo, aż poczujesz odprężenie, spokój i gotowość do swojej wewnętrznej podróży. Miej proszę przy sobie kartkę i długopis, gdyż będziesz na bieżąco notował/a swoje myśli, odczucia i refleksje jakie przyjdą w związku z tym doświadczeniem. To co, zaczynamy?

Powiedz teraz – Podczas tej podróży wewnątrz siebie ja i osoby, których to dotyczy jesteśmy bezpieczni i chronieni na wszystkich poziomach naszej egzystencji. Cokolwiek się wydarza dzieje się z pożytkiem dla mnie i dla mojego rozwoju, głębszego zrozumienia życia i jego wszystkich procesów. Z pełną ufnością i zaufaniem wyruszam w tę podróż, bo wiem, że noszę w sobie gotowość i akceptację tego procesu. Jestem nieustannie połączona/połączony ze Źródłem, a to Źródło nie ma ograniczeń – jest dla wszystkich tak samo obfite. Mogę, chcę, zasługuję na to, aby z niego czerpać w pełni, kiedy tylko poczuję w sobie na to zgodę i gotowość. Poprzez swoje Serce kreuję swoje najlepsze dziś, w tu i teraz. Jestem Miłością, otrzymuję Miłość, daję Miłość.

Zweryfikuj teraz swoją przestrzeń – kim się otaczam? Czy ludzie wokół mnie są dla mnie dobrzy, czy odnoszą się do mnie z szacunkiem i miłością? Czy osoby obok mnie doceniają mnie, akceptują mnie, wspierają, inspirują i motywują do pozytywnych zmian? Czy znajdują się w moim życiu osoby, które mnie rozwijają, uczą mnie jak być najlepszą możliwą wersją siebie? Czy nauczyłam/em się wyznaczać moje bezpieczne granice? A jeśli tak, to czy osoby w moim otoczeniu szanują je i uwzględniają moje zdanie? Czy mam blisko siebie osoby, którym mogę w pełni zaufać, na których mogę liczyć, gdy jest mi źle i cierpię? Czy pomiędzy mną, a osobami mi bliskimi jest równowaga w dawaniu i braniu? Czy czuję się szczęśliwa/y w obecności tych ludzi? Czy dzięki tym osobom wzrastam, podnoszę swoje wibracje?

A teraz zrób to samo wobec siebie. Czy wobec ludzi, którymi się otaczam jestem dobra/y, czy odnoszę się do nich z szacunkiem i miłością? Czy doceniam, akceptuję, wspieram, inspiruję i motywuję do pozytywnych zmian osoby obok mnie? Czy staram się rozwijać, uczyć innych jak być najlepszą możliwą wersją siebie? Czy nauczyłam/em się szanować czyjeś bezpieczne granice? A jeśli tak, to czy uwzględniam zdanie innych? Czy osoby blisko mnie mogą mi w pełni zaufać, czy mogą na mnie liczyć, gdy jest im źle i cierpią? Czy pomiędzy mną, a osobami mi bliskimi jest równowaga w dawaniu i braniu? Czy czują się szczęśliwa/y w mojej obecności? Czy dzięki mnie te osoby wzrastają, podnoszą swoje wibracje?

Zapisz sobie na kartce wszystko to, co jeszcze wymaga subtelnej zmiany i zastanów się teraz proszę, co możesz zrobić, aby to urzeczywistnić. Jak możesz pełniej wyrażać siebie? Jak możesz lepiej komunikować swoje zdanie, swoje potrzeby? Jak możesz lepiej zaspokajać potrzeby innych? Co możesz odrzucić, a co przyjąć, aby wam było lepiej? W jaki sposób możesz dokonać weryfikacji tego wszystkiego? Jak możesz odczytać subtelne znaki w twojej przestrzeni? Jakie symbole cię otaczają na co dzień – jakie kolory, jakiej muzyki słuchasz, jakie książki czytasz, jakie filmy oglądasz itd. Co sprawia ci na ogół radość? Co cię odpręża? Co cię uspokaja? Co powoduje, że czujesz radość i spełnienie?

Teraz zastanów się jakie masz oczekiwania wobec swoje życia? Jakie przekonania w sobie nosisz? Jakie wzorce i schematy powielasz i widzisz, że nie do końca się sprawdzają? Przemyśl jakie są twoje największe potrzeby? Jakie masz marzenia i cele do zrealizowania? Teraz obok tych odpowiedzi dopisz co według ciebie (albo kto) uniemożliwia ci ich zrealizowanie. Pisz szczerze, to co czujesz. Następnie pooddychaj chwilę i napisz swoje emocje jakie pojawiają się w ciele, oraz (jeśli to odczuwasz) gdzie w twoim ciele czujesz napięcia, ból, łaskotanie, ciepło/zimno, ucisk i inne „dziwne” odczucia związane z tymi emocjami i sytuacjami. Pisz zawsze szczerze, to co czujesz – nie to co myślisz. Jeśli pojawiają się natrętne myśli i zaczynasz czuć dyskomfort to proszę uspokój się, weź głęboki wdech i wydech, policz do pięciu i spróbuj jeszcze raz – aż do skutku, aż poczujesz, że masz kontakt ze swoim Sercem, wewnętrznym głosem, intuicją – nie Umysłem wypełnionym iluzjami, strachem i starymi (często nawet nie twoimi) wzorcami i schematami myślowymi.

Napisz teraz za co czujesz wdzięczność. Komu i za co pragniesz podziękować. Za co pragniesz podziękować sobie? Co ważnego pragniesz usłyszeć, co powinnaś/powinieneś według ciebie powiedzieć komuś, a może sobie? Co pragniesz zrobić dla siebie w najbliższym czasie, lub dla kogoś konkretnego? Jak pragniesz się czuć? Jakie emocje chcesz do siebie przywołać – i otul się nimi. Wizualizuj jak ogarnia cię upragniona emocja – czujesz ją w sobie i wokół ciebie. Tam, gdzie był dyskomfort, napięcia i niepokój pojawia się spokój i opanowanie. Tam, gdzie bolało czujesz miłość i akceptację tego procesu uzdrawiania. Tam, gdzie czujesz ciepło/zimno czujesz ulgę i cały ciężar i bagaż trudnych doświadczeń stopniowo opada. Tam, gdzie łaskotało pojawia się energia pozytywnych wibracji, radości, szczęścia i spełnienia. Tam, gdzie są blokady czujesz jak puszcza to wszystko, co nie pozwala ci iść w życiu do przodu. Wdychasz miłość, wydychasz strach. Czujesz jak w tobie i wokół ciebie nastaje cisza, nie ma nic, jest spokój, jest pustka – nie ma nic, zero emocji, całkowita wolność bycia w tu i teraz.

Zanotuj na swojej kartce co takiego pragniesz zmanifestować w swoim życiu – nie z poziomu ego, a z poziomu Istoty. Czego potrzebujesz do większego rozwoju? Czego potrzebujesz do poczucia akceptacji siebie i swojego ciała? Czego potrzebujesz do wybaczenia sobie lub komuś? Czego potrzebujesz do znalezienia odpowiedzi na zadane przez siebie ważne pytanie? Czego potrzebujesz, aby w twoim życiu zaistniał spokój, równowaga, harmonia, radość, spełnienie, szczęście, zdrowie? Czego potrzebujesz, aby zrealizować swoje pasje, marzenia, potrzeby?

A teraz usiądź i powiedz sobie – wszystko czego potrzebuję jest już we mnie, zawsze tam było i zawsze będzie. Jestem nieustannie połączona/połączony ze Źródłem, a to Źródło nie ma ograniczeń – jest dla wszystkich tak samo obfite. Mogę, chcę, zasługuję na to, aby z niego czerpać w pełni, kiedy tylko poczuję w sobie na to zgodę i gotowość. Poprzez swoje Serce kreuję swoje najlepsze dziś, w tu i teraz. Jestem Miłością, otrzymuję Miłość, daję Miłość.

Medytację powtarzaj jak często chcesz i koniecznie daj znać jak ci idzie na naszej grupie na facebooku: Życie w zachwycie 😍 Lub opisz swoje doświadczenia w komentarzu poniżej.

Zostawiam Wam nagranie, które pomoże wam w wejściu w siebie:

https://www.youtube.com/watch?v=D2KRO0qRDhU

Z Miłością, Monika.

*Medytacja jest moją własnością intelektualną i bardzo proszę nie kopiować jej bez mojej wiedzy i zgody. Jeśli chcesz ją zamieścić na swojej stronie/blogu/fanpage bardzo proszę podaj źródło. Dziękuję. 💗🙏

Kiedy przestajesz ratować innych

Kiedy przestajesz ratować innych

Nauczono mnie, że miłość oznacza trzymanie się innych przez całe życie, lub pozwalanie na to aby inni trzymali się mnie. Miłość to dramat. Miłość to ból. Miłość uzależnienia. Wierzyłem, że miłość to lekceważenie własnych uczuć i potrzeb, uciszanie własnego unikalnego głosu oraz desperackie próby wyratowania z bólu wszystkich w koło, zabranie ich samotności, strawienie ich niestrawionych uczuć. Praca na pełen etat. Wyczerpująca. I niemożliwa. Nie mogłem ich uzdrowić. I myślałem, że coś ze mną jest strasznie nie w porządku, skoro nie mogę ich uzdrowić. Może muszę się bardziej starać, dać z siebie więcej. Bardziej siebie wykończyć. Zły ja. Nieodpowiedni ja. Niedobry ja. Egoistyczny ja.

Nie miałem pojęcia kim jestem. Wiedziałem jedynie, że nie jest w porządku zaprzestać tych wysiłków i odpocząć. Nie było ucieczki. Czułem się odpowiedzialny za emocje wszystkich w koło, dzień za dniem. Chciałem być “dobrym chłopcem”, dbającym, wrażliwym, słodkim i miłym. Odpocząć byłoby egoizmem. Gdybym odszedł, dopadłoby mnie poczucie winy. Byłem kontrolowany przez winę, byłem jeńcem poczucia winy. A wszyscy w koło cieszyli się mogąc tą winę we mnie dokarmiać. Oni mnie potrzebowali w równym stopniu, jak ja potrzebowałem ich. Było to więzienie nieszczęścia i niezaspokojonych potrzeb. Ale przynajmniej czułem się potrzebny. A miłość to potrzeba, prawda?

Byłem odcięty od własnego ciała, oddechu, uczuć, mojej prawdy. Gotowała się we mnie gwałtowna wściekłość i pulsował potworny i trudny do wyrażenia żal. Czułem się jakbym umierał. Czasem miałem się ochotę zabić, aby przynieść ulgę napięciu we mnie, zlikwidować odrętwienie. Moje dziwne myśli i fantazje jedynie karmiły historię, że coś jest ze mną potwornie nie tak. Że jestem popsuty, wybrakowany, bezwartościowy. Że jestem potworną niedołęgą, skazany na mieszkanie pod mostem, na nie kończące się życie w samotności. Mówiąc w skrócie, czułem się niewarty miłości, tak więc stałem się żebrakiem miłości, która nigdy nie przychodziła. Otrzymywałem świetne stopnie w szkole. A potem w swojej boskiej mądrości życie powaliło mnie na kolana. Uzależnienie ugięło się pod swym własnym ciężarem. Myślę, że już bym nie żył, gdybym wtedy się nie złamał.Obudziłem się ze snu o miłości. Nagle wzeszło nowe życie. Życie, w którym nie było moją pracą nikogo ratować od nich samych, zabierać ich ból, samotność, rozczarowanie, gniew, lęk, stres, smutki. Nie byłem już zakładnikiem poczucia winy. Moje uczucia nie były błędem, albo oznaką porażki, ale cennymi energiami, które potrzebują się poruszać. Nigdy nie powinienem był wstydzić się bycia sobą. Miałem prawo mówić tak, mówić nie, a także nie wiem. Miałem prawo do pozostania i prawo do odejścia. Prawo do zabrania przestrzeni. Prawo do wyrażania prawdy. Prawo do decydowania z kim spędzam czas. Prawo do mojej wiary. Prawo do własnego serca… gdzie dobroć nie oznacza karania i pomniejszania mnie do ratowania i uzdrawiania innych, ale kochania siebie w wystarczającym stopniu do stanięcia we własnej mocy i słuchania innych bez brania ich bólu za własny. W OBECNOŚCI JEST MOC!

Miej gotowość do odczuwania poczucia winy, kłaniaj się jej. Nie tłum, ani unikaj. To co przyjmiesz, przestaje mieć nad Tobą władzę. Bywa, że gdy przestajesz ratować ludzi, oni tego nie lubią. Nazywają Ciebie złym, niemiłym, tym który opuszcza. Zamiast spotkania z własnymi uczuciami odrzucenia, próbują wywołać w Tobie poczucie winy. Oskarżają Ciebie o ich poczucie nieszczęścia. Chcą powrotu “starego Ciebie”. Chcą swojej fantazji na temat Ciebie. Nie chcą Ciebie, chcą wyobrażenia.

Najbardziej wyzwalającą lekcją, której kiedykolwiek się nauczysz jest: NIKT NIE MOŻE SPOWODOWAĆ, ŻE BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWY. I Ty również nie jesteś odpowiedzialny za szczęście kogokolwiek. Jesteś wolny. Wolność jest Twoją naturą i zawsze nią była. Tak więc, tak jak Słońce, zawsze świecisz. Nie czekasz aż ktoś inny zaświeci, nie potrzebujesz usprawiedliwienia po to aby świecić, po prostu świecisz. Nie czujesz się odpowiedzialny za wszystkie te słońca, które jeszcze nie odkryły swojego światła. Po prostu świecisz. Uczysz poprzez dawanie świadectwa. Idziesz odważnie swoją drogą. A jeśli inni czują się źle z Twoim świeceniem, jeśli Cię oceniają, atakują za to, że nie sprawiasz, że są w centrum Twojego zainteresowania, to jest to w porządku. To jest ich praca. To jest ich droga. Życzysz im dobrze. A kiedy zaprzestajesz prób ratowania innych, kiedy przestajesz próbować być matką lub ojcem, którego nigdy nie mieli, możesz w końcu, zamiast tego ich kochać. Możesz być obecnym, nieporuszonym. Możesz kochać ich tak bardzo, ŻE AŻ POZWOLIĆ IM ODEJŚĆ. Bo miłość ma zapach wolności.

– Jeff Foster

Pin It on Pinterest