Najpiękniejszy z wszystkich darów

Najpiękniejszy z wszystkich darów

Każdego poranka bogaty i wszechpotężny król Bengodi odbierał hołdy swoich poddanych. W swoim życiu zdobył już wszystko to, co można było zdobyć i zaczął się trochę nudzić.

Pośród różnych poddanych zjawiających się codziennie na dworze, każdego dnia pojawiał się również punktualnie pewien cichy żebrak. Przynosił on królowi jabłko, a potem oddalał się równie cicho jak wchodził.

Król, który przyzwyczajony był do otrzymywania wspaniałych darów, przyjmował dar z odrobiną ironii i pobłażania, a gdy tylko żebrak się odwracał, drwił sobie z niego, a wraz z nim cały dwór. Jednak żebrak tym się nie zrażał.

Powracał każdego dnia, by przekazać królewskim dłoniom kolejny dar. Król przyjmował go rutynowo i odkładał jabłko natychmiast do przygotowanego na tę okazję koszyka znajdującego się blisko tronu.

Były w nim wszystkie jabłka cierpliwie i pokornie przekazywane przez żebraka. Kosz był już prawie całkiem pełen.

Pewnego dnia ulubiona królewska małpa wzięła jedno jabłko i ugryzła je, po czym plując nim, rzuciła pod nogi króla. Monarcha oniemiał z wrażenia, gdy dostrzegł wewnątrz jabłka migocącą perłę. Rozkazał natychmiast, aby otworzono wszystkie owoce z koszyka. W każdym z nich, znajdowała się taka sama perła. Zdumiony król kazał zaraz przywołać do siebie żebraka i zaczął go przepytywać.
 
– Przynosiłem ci te dary, panie – odpowiedział człowiek – abyś mógł zrozumieć, że życie obdarza cię każdego dnia niezwykłym prezentem, którego ty nawet nie dostrzegasz i wyrzucasz do kosza.
Wszystko dlatego, że jesteś otoczony nadmierną ilością bogactw.

Powrót do domu

Powrót do domu

Można wyróżnić trzy etapy w rozwoju życia duchowego – stwierdził Mistrz. 

– Etap cielesny, duchowy i boski.

– Na czym polega etap cielesny? – pytali poruszeni uczniowie.

– Na tym etapie widzi się drzewa jako drzewa i góry jako góry.

– A etap duchowy?

– Na tym etapie człowiek widzi rzeczy głębiej, a więc drzewa nie są już drzewami, a góry nie są już górami.

– A etap boski?

– Ach, to już Oświecenie – powiedział Mistrz ironicznie uśmiechając się.

– Na tym etapie drzewa znowu stają się drzewami, a góry górami.

Przypowieść o lustrzanej komnacie

Przypowieść o lustrzanej komnacie

Uczeń zapytał mistrza:

– Mistrzu, czy świat jest wrogi dla ludzi? Czy niesie zło czy dobro?

– Opowiem Ci historię o tym, jak świat odnosi się do człowieka, – powiedział mistrz.

Był sobie kiedyś wielki król, który kazał zbudować piękny pałac. Było tam wiele wspaniałości. Wśród różnych cudów i ciekawostek w pałacu było komnata, w której wszystkie ściany, podłoga, drzwi, a nawet sufit – były zrobione z luster. Osoby wchodzące do komnaty w pierwszej chwili nie zdawały sobie sprawy, że stoją przed lustrami – tak bardzo zacierała się granica między światem rzeczywistym, a odzwierciedlonym. Ponadto ściany komnaty zostały tak zbudowane, że na każdy dźwięk odpowiadało echo. Gdy ktoś pytał: „kim jesteś?”- słyszał w odpowiedzi z różnych stron, „kim jesteś?… kim jesteś?…, KIM JESTEŚ?…”

Pewnego razu do komnaty dostał się pies i zamarł w zdumieniu pośrodku, otoczony sforą psów ze wszystkich stron, a także z dołu i z góry. Pies na wszelki wypadek ostrzegawczo pokazał kły i wszystkie odbicia odpowiedziały mu tym samym. Pies zawarczał. Echo odwzajemniło głośne warczenie. Pies szczekał coraz głośniej. Echo też. Pies biegał tam i z powrotem, próbując ugryźć odzwierciedlające się w lustrach psy, jego odbicia też biegały i gryzły. Rano królewska służba znalazła wycieńczonego, nieprzytomnego psa, otoczonego przez setki nieprzytomnych psów. 

W komnacie nie było niczego, co mogłoby zagrozić psu, prócz jego własnego odbicia.

– Bo widzisz – powiedział na koniec mistrz – „Świat nie jest ani dobry, ani zły sam w sobie. Wobec człowieka świat jest obojętny. Wszystko, co dzieje się wokół nas jest tylko odzwierciedleniem naszych myśli, uczuć, pragnień i działań. Świat to jedno wielkie lustro.” 


– Osho

Droga do oświecenia

Droga do oświecenia

Pewien młody mężczyzna wędrował po kraju w poszukiwaniu mądrości i natchnienia. Odwiedzał klasztory zen, świątynie shinto i inne miejsca, w których spodziewał się spotkać nauczycieli. W pobliżu świątyni prowadzonej przez wielkiego i znanego mistrza, spotkał starego, przygarbionego człowieka. Starzec spojrzał na młodzieńca przelotnie i roześmiał się na całe gardło.

Młody człowiek zatrzymał się i zapytał, co tak rozbawiło starca.

– Wędrujesz w towarzystwie anioła i diabła – odparł starzec.

– Co masz na myśli?

Stary człowiek oparł się o drzewo i spojrzał na młodzieńca pobłażliwym wzrokiem.

– Karmisz się słowami i mądrością. Jednocześnie próbujesz dzielić się zdobytym doświadczeniem, podążając wiecznie ku bezcielesnym żądzom. To oddziela cię od ludzi i skazuje na wygnanie. Całe twoje życie to wędrówka bez miejsca na odpoczynek. Bez domu.

Młody człowiek zadumał się przez chwilę.

– Oto przystanął anioł – powiedział starzec.

Zakłopotany młodzieniec nadal niczego nie rozumiał. Już miał otworzyć usta, by poprosić o wyjaśnienie, gdy usłyszał:

– Demon wskoczył w odmęty oceanu, by dotrzeć do świętej wyspy, lecz nie potrafi wystarczająco złagodnieć, by zgromadzić dla siebie wyznawców. Myślisz, że na twój głos ludzkość czeka od wieków, i dlatego porzucasz soczyste ogrody swojego życia na rzecz nieruchomych kamieni pustyni. Wiedz jednak, że na pustyni nie ma gdzie schronić się przed spokojem nieba.

Na to rzekł młodzieniec:

– Na niebie znalazłem miliony klejnotów, a pod nimi tysiące potępionych istot, których los jest powszechny niczym podmuchy wiatru. Samotna droga prowadzi do rzeczy ostatecznych. Nawet jeśli towarzyszą mi anioł i demon, ich kuszenie stało się tak monotonne i nudne, że zasypiam bez problemu na gwarnej ulicy miasta.

Starzec nic nie odpowiedział. Wręczył za to młodzieńcowi pięć ciężkich monet z przeznaczeniem dla klasztoru, w stronę którego zmierzał.

Pin It on Pinterest