Jesteśmy różnorodni i wielobarwni. W plecakach wspomnień nosimy swoje strachy, miłostki, żale, złości i inne emocje. Nosimy nieustannie nasze historie wypełnione nieraz odczuciem pustki, samotności, cierpienia i bezkresnego oceanu wylanych łez.

Wszystko co nas spotyka ma wpływ na nasz charakter, nasze zachowania, nasze przekonania. Tworzą się w nas pewne wzorce, które to kształtują naszą osobowość i każą nam wierzyć, że poza to wszystko nie możemy wyjść.

Ten stan poczucia bycia więźniem swoich wzorców i schematów myślowych jest czasami trudny do zaakceptowania i zniesienia. Twoja głowa mówi Ci, że nie dasz rady tego w sobie zmienić, to samo powie Ci twoje otoczenie. Wszyscy będą wiedzieli lepiej od ciebie czy dasz radę, czy nie. Wtedy zaufaj ciszy i usłysz swój wewnętrzny głos, który mówi, że wszystko jest i zawsze było w twoich rękach. Cokolwiek w tej materii postanowisz, wydarzy się.

Kiedy przestajemy uciekać przed samym sobą życie nagle nabiera innego znaczenia i tempa. Odkrywając własną prawdę możemy poczuć bardzo skrajne emocje. Wielu ludzi odejdzie w tym procesie, wielu cię osądzi i wielu wytknie palcem twoje błędy przeszłości. Być może poczujesz głębokie odrzucenie, samotność, żal, złość, frustrację. Wszystko w tobie będzie krzyczało: „Zawróć!”. Lecz Ty czujesz, że to nie twój głos. Twoje stare negatywne wzorce i programy wiercą się w Tobie, bo nie chcą być prawdziwie rozpoznane i usuwane. Taki proces uwalniania trwa z reguły od 3 miesięcy do 3 lat. Trzeba dać sobie czas, dużo Miłości, dużo cierpliwości i zrozumienia w tym procesie. Jest czasami ciężko, bo niejednokrotnie w tym procesie zostajemy sami i ta cisza w nas i wokół nas może nieraz zaboleć i dotknąć do żywego.

Cokolwiek się wydarza nie schodźmy ze swojej drogi. Choćby serce krwawiło, choćby ostre języki i spojrzenia ludzi cięły na wskroś – Ty trwaj w swoim postanowieniu powrotu do siebie.
Pamiętajmy, że każdy z nas ma swoje burze, swoje zimy, swoje mroki i swoje cienie. Nie musimy się nawzajem rozumieć, nie musimy na siłę tkwić w toksycznych relacjach, nie musimy sztucznie się uśmiechać do siebie – ale szanujmy nasze ścieżki doświadczania.

Są wśród nas osoby powołane do służby ludzkości – mają nawracać, uzdrawiać, transformować, uwalniać, uczyć Miłości. Mamy dary, które są rzadkie, lecz nie zawsze łatwe – głęboko czujemy, jasnowidzimy, śnimy prorocze sny, podróżujemy wewnętrznie do różnych miejsc, otrzymujemy przekazy od Źródła. To wszystko bywa męczące, bywa trudne, lecz tacy jesteśmy. Nie da się od tego uciec, bo im bardziej uciekamy tym gorzej się dzieje w naszym życiu. Dlatego często odchodzimy od tych, których kochamy, by móc się w pełni rozwijać i nie ranić tych osób, które są obok nas. Te procesy wewnętrznych zmian są bardzo trudne, niejednokrotnie nawet dla nas niezrozumiałe i ciężkie do ogarnięcia.

Na zdjęciu jest jedna z moich ulubionych rzeźb Artur Szoldra (polecam z Serca obejrzeć jego wystawę w Tichauer Art Gallery, czy w innych miejscach). Ukazuje ukryte piękno każdego z nas – bo kiedy pozwolimy Światłu i Miłości wniknąć w nasze wnętrze i prawdziwie się mu rozgościć, to zaczniemy emanować tym samym na zewnątrz. W jej oczach może być wszystko – i Światło i Mrok. Sami wybieramy czym chcemy obdarowywać świat i czym karmimy naszą Duszę..

Ja od dziecka czułam więcej, widziałam więcej i kochałam mocniej. Dziś już za to nie przepraszam. Akceptuję mój dar i z dumą go niosę przez życie.
Taka jestem, taką siebie kocham.
Z odwagą kroczę tą niełatwą drogą duchowego doświadczania życia.

Jak powiedział Artur Szołdra o swojej rzeźbie: „Ona żyje Światłem tego świata i wtedy jej oczy są pełne życia..” – niech to dziś będzie moje świadectwo drogi jaką przeszłam i tego ciężkiego procesu w jakim teraz jestem…

Z Miłością,
Monika.

Pin It on Pinterest

Shares
Share This