Wszystkie istoty ludzkie, którym dane było się urodzić na tej Ziemi, żywiły lub żywią równie błędne co powszechne przekonanie, że aby najszczęśliwiej przeżyć swe życie, należy starać się unikać bólu i zapewnić sobie wygodę i spokój. Tę samą prawidłowość da się zaobserwować w świecie zwierząt. Wszystkie istoty są pod tym względem podobne. Można jednak wybrać znacznie bardziej interesujące i współczujące, bogatsze i radośniejsze podejście: spróbujmy obudzić w sobie ciekawość, nie bacząc na to, czy przedmiot naszych dociekań jest przyjemny czy też nie. Przestańmy koncentrować się na rzeczach małych, porzućmy uprzedzenia, przestańmy kurczowo trzymać się myśli, że życie zawsze musi zawsze toczyć się z naszym planem.By żyć pełniejszym, bogatszym w doznania, ciekawszym życiem, musimy uświadomić sobie, że czeka nas wiele radości i bólu, których trzeba doznać, jeśli chcemy dowiedzieć się, kim jesteśmy i jaki jest ten świat, jak działa mechanizm naszego życia i mechanizm świata. I jak z tym wszystkim naprawdę jest. Jeżeli za wszelką cenę będziemy szukać tylko wygody i bezpieczeństwa, w momencie najmniejszego zagrożenia rzucimy się do ucieczki i nigdy nie dowiemy się, co naprawdę było po drugiej stronie tego muru, tej bariery – naszego strachu.Podejmując praktykę medytacji czy inną formę pracy nad swoją duchowością, ludzie często sądzą, że to ich zmieni, że w jakiś sposób staną się lepsi. Oznacza to pewnego rodzaju subtelną agresję skierowaną przeciw osobie, którą naprawdę jesteśmy.To trochę jakby powiedzieć: Jeśli będę uprawiać jogging, stanę się lepszy”, albo „gdybym mógł mieć ładniejszy dom, byłbym lepszy”, lub „Gdybym mógł medytować, uspokoiłoby mnie to i stałbym się lepszy”. Scenariusz może też być następujący: szukamy winy w innych. Mówimy na przykład: „Gdyby nie mój mąż, miałabym bardzo udane małżeństwo”, lub „Praca, którą mam, byłaby wspaniała, ale mój szef i ja nie możemy się dogadać”, albo też: „Medytacja wychodziłaby mi wspaniale, gdyby nie stan mojego umysłu”… Miłująca życzliwość (maitri) – skierowana ku samemu sobie, nie oznacza wcale, że powinno się coś w sobie zanegować czy odrzucić. Maitri oznacza, że możemy zaakceptować swoje szaleństwo. Możemy zaakceptować swoją złość. Możemy zaakceptować swoje zahamowania, swoją zazdrość, poczucie niskiej wartości. Nie chodzi o to, by próbować na siłę siebie zmieniać. Praktyka medytacji nie polega na negowaniu siebie po to, by stać się kimś lepszym. Polega na zaprzyjaźnianiu się ze sobą, takim, jakim się jest. Podstawą praktyki jesteś ty – czy ja – kimkolwiek w tym momencie jesteś i dokładnie taki, jaki jesteś. To podstawa, to przedmiot naszych badań, temat, który zgłębiamy z niezmiernym zainteresowaniem i ciekawością. W kręgach buddystów termin „ego” nabiera niezmiernie pojoratywnego znaczenia, odbiegając od rozumienia tego pojęcia przez Freuda. Jako buddyści mówimy: „Mam mnóstwo problemów z moim ego”. Można by więc powiedzieć: „Cóż w takim razie wystarczy się go wyzbyć. To wszystko rozwiąże”. To jednak nie tak – rzecz nie w tym, by wyzbyć się ego, ale aby zacząć się interesować, by dociekać, by siebie drążyć. Ścieżka medytacji i ścieżka naszego życia to ciekawość, wieczne dociekanie. Podstawą jesteśmy my sami. Jesteśmy tu po to, by zgłębiać i poznawać siebie – i to własnie teraz, nie później. Często słyszę: „chciałem przyjść porozmawiać, chciałem napisać list, chciałem do ciebie zadzwonić, ale czekałem na moment, kiedy będę gotów”. Myślę wtedy: „No, jeśli jesteś do mnie choć trochę podobny, to możesz sobie tak czekać całą wieczność!”.Przyjdź niegotów! Sztuka polega na tym, by umieć się przebudzić, otworzyć na tę niegotowość. Jednym z ważniejszych rezultatów medytacji jest uświadomienie sobie, jak nieustannie uciekamy od tu i teraz, jak boimy się być – będąc zwyczajnie sobą. Ale problem nie tkwi w tym, że tak jest. Problem w tym, żeby to zobaczyć. – Pema Cziedryn, Mądrość nieuciekania

Pin It on Pinterest

Shares
Share This